// Inne Granie w ChCK (21.05.2013) – Znów inaczej //

969716_10201089476937463_1872213908_n
Czary Mary Koszmary i Ćmy

Nie można powiedzieć, że idąc na Inne Granie w ChCK wiadomo, czego się spodziewać. Artyści z różnych półek i działów machają do nas wołając „Tu jestem! A to moja muzyka!” niczym zabawki w sklepie. Jeśli artyści grający na Innym Graniu są takimi zabawkami, to z pewnością nie firmowymi, nie wytwarzanymi taśmowo w chińskich fabrykach- są wyrabiani ręcznie przez lokalnych twórców. Tym wstępem przejdziemy do pierwszej artystki, która wystąpiła podczas tego koncertu – Maruzela, bo taki pseudonim artystyczny sobie przybrała, jest przykładem takiej nietuzinkowości. Jej muzyka jest nieporadna, jest takim wykrzywionym odbiciem lustrzanym starych piosenek, które śpiewała mama. Maruzela nie najlepiej gra na gitarze, ale jej pełny dźwięczny głos, lekko fałszujący w połączeniu z surrealistyczną poetyką tekstów jest co najmniej mroczny i nadaje klimat zepsutej pozytywki z początku XX wieku. To ma swój urok, choć nie dla każdego słuchacza. Zdecydowanie by zrozumieć jej muzykę trzeba odrzucić przyzwyczajenia nabyte przez lata słuchania prostej i niewymagającej muzyki opartej na akordach dur/moll. Ciekawe to zjawisko, a dodać trzeba, że był to pierwszy występ Maruzeli, jako Maruzeli.

Następnie spotkaliśmy się z najzupełniej przystępną i wpadającą w ucho muzyką grupy Czary Mary Koszmary i Ćmy. Chwytliwe piosenki, silnie czerpiące z gitarowej muzyki popularnej na świecie. Pobujaliśmy się, naszemu operatorowi ogromnie spodobał się ten zespół :). Ciekawe i w sumie nie często spotykane, że w skład zespołu wchodził gitarzysta, który śpiewał i grał na klawiszach, wokalistka, która grała na tzw. „cymbałkach”, chociaż nazywa się to dzwonkami chromatycznymi, różnistych przeszkadzajkach i prawdopodobnie (tego, nie jesteśmy pewni) również na klawiszach oraz niejaki Stasiu, którego zespół przedstawiał jako debiutanta, który to podkładał do tego sekcje rytmiczną oraz różnorakie efekty. Dzięki tej trójce muzyka była pełna i spójna i niczego jej nie brakowało. Zdecydowanie poziom europejski, muzyka  z którą w ciemno można robić karierę w Wielkiej Brytanii, Francji czy Ameryce.

Jako ostatni wystąpił Adam Repucha. Artysta interesujący z wielu powodów. Wydawałoby się, że nie jest z tej planety co my. Bez urazy, oczywiście. Kwestia w tym, że bije od niego niebywały wręcz spokój. W jego muzyce słychać, że jest osobą bardzo wrażliwą i obserwującą świat w sposób jaki mało kto potrafi. Dostrzega zdawałoby się więcej, a na pewno więcej piękna. Spokojny, marzycielski głos – na polskie realia troszkę zmanierowany – ale znów będący jednością z partią gitary. Gdyby śpiewał tak Amerykanin, czy Brytyjczyk na pewno publiczność zwariowałaby na jego punkcie, a że mało który Polak śpiewa w taki sposób może budzić niesmak. Nam się podobał, bardzo! Wyjątkowy, magiczny, subtelny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s