// ROCK’N’ROLL GUGA MUSIC PARADE | RELACJA + FOTO //

Festiwal Rock’n’Roll Guga Music Parade za nami. Muszę przyznać się do jednego – z dużą dozą rezerwy podeszłam do całej idei festiwalu. Przede wszystkim, od kilkunastu lat polska kultura ma swoich faworytów takich jak Kult, Coma, Myslovitz i trudno, by na piedestale pojawiła się nowa twarz. Co stwarza pewne, zawężone pole działania dla młodych artystów, bo żeby się ,,sprzedać” trzeba robić to co publika lubi. Tutaj pojawia się zgoła inny problem, a mianowicie nieustanne nawiązywanie do angielskiego/amerykańskiego indie rocka (mowa o ,,drugiej” fali tego gatunku), który, nie oszukujmy się wykorzystuje nieprzerwanie te same chwyty i melodie, ale święci triumfy. Idąc na Rock’n’Roll Guga Music Parade obawiałam się bylejakości, wtórności, co czasami się zdarzało.

Pozostawmy te dylematy, obawy i skoncentrujmy się na meritum, czyli na muzyce, która prezentowała się na dosyć przyzwoitym poziomie.

DPA_007
Show Collector

Pierwszego dnia,  mogliśmy usłyszeć zespół Show Collectors wystawionych na pierwszy ogień.  Grupa grała z werwą ciężkiego rocka. Dwóch wokalistów śpiewało na przemian, jak Fred Durst z Limp Bizkit  to spokojnie, a to zmieniając styl na bardziej hiphopowy. Utwór ,,Pogawędka ze śmiercią” został zwieńczony grą klawiszowca, co po hardrockowym utworze stworzyło schizofreniczną aurę.

Pojawiło się także trochę gatunku country reprezentowanego przez Martynę Nibisz, której mocny, ale za bardzo wypracowany głos nie za dobrze współgrał z dźwiękami gitary.

Zespół Ravencrow określiłabym jako poszukujący swojego brzmienia. Grupa, jak sama siebie opisuje nawiązuje do angielskiej muzyki alternatywnej, ale raczej odczuwa się przypływ muzyki z garaży Los Angeles. Godny uwagi był utwór ostatni w którym wykorzystano akordeon, co ożywiło monotonną grę zespołu.

Nastąpiła zmiana na scenie i pojawił się zespół Cheers reprezentujący odmienny gatunek muzyczny, czyli pop. Pięcioosobowa grupa mężczyzn reprezentuje na scenie covery, co za niedługo ma ulec zmianie. Zaprezentowali nieśmiertelny kawałek Jimiego  Hendrixa ,,Little wings” w wersji popowej, co wiernych fanów legendy psychodelicznego rocka mogło wybić z wakacyjnego spokoju.

Incluz to pozytywne zaskoczenie tego festiwalu. Grupa młodych, nawet bardzo chłopaków, którzy grają knajpianego, chicagowskiego bluesa.

DPA_0058
Michał Ząbkowski

Gitara, poezja i niski głos – to idealne połączenie prezentował na scenie Michał Ząbkowski. Utwór ,,Kim dla mnie jesteś” wprawiał w stan głębokiego relaksu i uspokoił na chwilę rozgrzaną rockową muzyką publiczność. Nie zabrakło także słów uderzających w politykę. Co najbardziej porusza to fakt, że teksty piosenek były autorskie, napisane po polsku i, co tu dużo mówić były świetne. Powiem więcej, mało teraz powstaje utworów, gdzie słowa nie są jedynie ozdobnikiem, elementem przypadkowym, a tworem przemyślanym.

Nastąpił zwrot i na scenie pojawił się zespół Odnowa czerpiący wiele z lat 70 i 80, kiedy to brylował na scenach Ameryki szaleńczy rock. Gitarzysta jawnie nawiązujący do wyglądu i gry Slasha. Efekt dosyć marny i pozostawił mnie z pytaniem czy nie lepiej zostawić starych hardrockowców i ich chwyty gitarowe w spokoju i skupić się na nowym brzmieniu? Drugiego dnia zespół Krzyk prezentował równie pokręcone, hard rockowe brzmienie, ale bardziej nawiązujące do naszych rodzimych artystów.

Kolejny dzień przyniósł nam ożywcze indie rockowe melodie grupy Mały Lekki Ojciec ze świetną wokalistką.

Zespół Hexengrund dawał podwaliny na kolejne mocne uderzenie podane publiczności przez grupę Krzyk.

Kolejny dzień to dzień zwycięzców.

Nagrodę publiczności zdobył zespół Krzyk. Gratulujemy!

DPA_0080
Le FleuR

Grupa Le FleuR zdobyła trzecie miejsce. Rock z klawiszami, które świetnie spisały się w coverze Joy Division. Utwory zespołu nawiązują do powieści Virginii Wolf, do wierszy Wojaczka. Może to szansa na wzrost czytelnictwa? Wokalistka z mocnym głosem i basistka zachwycała męską publikę. Pardon, całą! Zespół ten wygrał wideosesję i już nie możemy się doczekać współpracy.

Drugie miejsce otrzymał zespół Mom Bassa, który prezentował ciekawe, schizofreniczne brzmienie. Co mnie najbardziej zauroczyło to nawiązanie do ,,Folwarku zwierzęcego” Orwella i drwiny wymierzone w telewizję śniadaniową. Warto wejść na portal youtube, gdzie na kanale zespołu można posłuchać muzycznych interpretacji Norwida, Leśmiana (dobra odskocznia od genialnego, ale mimo wszystko nie-rockowego duetu Marka Grechuty i Krystyny Jandy). Mom Bassa wzięło udział w SEZONIE #2 naszych wideosesji, można ich usłyszeć z piosenką “Wiedza”.

DPA_0048
Samuel Baron
DPA_0018
JÓGA

Ex aequo pierwsze miejsce przypadło Samuelowi Baronowi i duetowi Jóga.

Na dniach Górnośląskich mogliśmy posłuchać zespołu Baron, ale na Guga Music Parade Samuel odskoczył troszeczkę, wziął gitarę i zaczął śpiewać ballady. Solowa kariera potrwała jedną piosenkę, bo po niej na scenę zawitał basista na prośbę jury. Przewodniczący jury usłyszawszy prawdopodobnie, że Samuel występuje na co dzień z zespołem prosił, by towarzyszył mu kolega z zespołu.  Utwór ,,You Better Scream, You Better Cry” czy to w wersji z cały zespołem czy w dwoma instrumentami zachwyca.

Jóga to zespół najmłodszy, ale najciekawszy. Nawiązują do islandzkiej muzyki, co nie tylko objawia się w nazwie, ale także w melodii i śpiewie. Zawsze postrzegałam Islandię jako wylęgarnie arcyciekawej muzyki, bo ko nie słyszał o Bjórk czy Sigur Rós? Z ciekowością i z zainteresowaniem obserwowało się tę dwójkę na scenie, bo odbili od innych zespołów i zaprezentowali coś zgoła innego. To nie był rock, blues czy coutry, a psychodeliczne i niepokojące brzmienie, które delikatnie roznosiło się po sali. Wystarczyła gitara delikatnie brzdękająca i mikrofon z syntezatorem, by zauroczyć publikę.

Wydarzenie okraszał swoimi żarcikami Paweł Wołos przez co festiwal zyskał na lekkości, a nie stwarzał pozory naburmuszonego i poważnego.

Niestety, są pewne minusy tego festiwalu. Przede wszystkim, wydarzenie na scenie Gugalander można byłoby nazwać moczeniem się we własnym sosie. Widownia była zazwyczaj zapełniona członkami zespołu, czy to pracownikami pubu. Przełom nastąpił się na koncercie Myslovitz, bo to właśnie wtedy kilka osób przypomniało sobie, że coś się dzieje na katowickim padole. Sala zapełniła się nie tylko ludźmi, ale także gorącem przy którym odbiór muzyki stawał się niemożliwy. Mimo wszystko, festiwal był z założenia dobry, bo chciał pokazać, że są w zakątkach miasta zespoły czekające na moment sławy, a przynajmniej oczekujące jakiejkolwiek uwagi. Szczytny cel, ale gdzie ci ludzie? Odczuwa się też pewien drażniący niedosyt, bo czyż nie oczekiwaliśmy, że Rock’n’Roll Guga Music Parade będzie jakimś małym wstrząsem, który zgarnie z ulic kilka osób?

At least but not last, nieśmiertelne kiełbaski! Powstają już na ich temat limeryki, ballady, ale tylko nasze podniebienia mogą opisać smak tych przypieczonych ambrozji!

IMG_9855
Od lewej: Ania i Kasia oraz kiełbasy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s