// Brzoska i Gawroński – ,,Nunatak” //

brzoska & gawronskiGdy ktoś mówi o poezji w polskiej muzyce najczęściej jedna z moich brwi chce iść w górę, a usta wyginają się w dziwnym uśmiechu. To godne antropologów zaciekawienie wynika nie tylko z zamiłowania do sztuki pisanej, ale także z faktu, że w Polsce trudno o tekst piosenki dobry na tyle, by nie wyłączyć przedwcześnie radioodbiornika. Polskie piosenki ustąpiły miejsca angielskim, które czasami wnoszą tylko melodię, a tekst jest w nich zbitką ładnych słów. Mimo upływu lat, lubimy Mickiewicza w wykonaniu Grechuty, Baczyńskiego wysokim tonem śpiewanym przez Ewę Demarczyk, a przez Niemena kochamy, przynajmniej na te kilka minut naszego przez nikogo nie zrozumianego Norwida. Uwielbiamy Grzegorza Turnau’a, Świetlickiego i całą plejadę gwiazd występującą w Piwnicy pod Baranami. Tkwi w tym jeden szkopuł, a może i dwa. Całe to towarzystwo rozpierzchło się po całej Polsce, a Śląsk został gdzieś na szarym, a może na czarnym końcu. Dopiero teraz, jak feniks z popiołu (może nie na darmo mamy tyle węgla?) śląska młodzież odżywa, zdziera z siebie naleciałości poezji dawnych lat i zaczyna tworzyć coś własnego. Mamy, prężnie działającą grupę poetycką Horyzontalni i mamy zespół Brzoska i Gawroński.

Zespół Brzoska i Gawroński realizuje poezję zbliżoną do tej z krakowskich przedmieść, ale brzmienie jest bardziej nowoczesne, elektroniczne. W tej muzyce nie ma gitar, perkusji. Tłem staje się muzyka elektroniczna, która dobrze wpisuje się w teksty o współczesnym świecie rządzonym przez sklepy i miejskie bruki. Gdzieś w oddali słyszy się damski wokal, który wydaje się jakby śpiewem ostatnich, wolnych ludzi, którzy chcą się odciąć od konsumpcji i zepsutego świata. W wywiadzie udzielonym dla magazynu Lampa Wojciech Gawroński opisuje swoje recytacje jako melogadka. W tym wszystkim jest trochę z bitnikowskich występów, ale nie ma już w tym takiej siły jak w latach 50. Teksty nie są spójne, a raczej próbują takie być.

Płyta zaczyna się od utworu ,,Morze nieskończoności”, który wprowadza poprzez wokal Joanny Małanki dozę oniryzmu. Następnie pojawia się tekst o przypływie wiszącym w powietrzu i jednostajne elektroniczne melodie. Utwór odcinający się od innych, bardziej rytmicznych, żywiołowych. Wprowadza on spokój i przygotowuje na kolejną porcję poezji. ,,Zostaliśmy na lodzie” nawiązuje do nazwy albumu, czyli do form skalnych pokrytych lodem zwanych nunataki. Krajobraz Arktyki jest metaforą życia dwóch, zagubionych osób, żyjących ze sobą od wielu lat. Utwór wyjątkowy, bo opisujący życie ludzi odciętych od świata, samowystarczalnych. Pisałam o konsumpcji, i tę tematykę, która dobrze opisuje relacje międzyludzkie przedstawia kolejna piosenka, a mianowicie ,,Tesco jest wszędzie.” Utwór niepokojąco się zaczyna, jakby zapowiadał apokalipsę, opowiada o posągu postawionym obok sklepu. Bożek zostaje zdegradowany do poziomu marketu, do bylejakości. Sam fakt, że ludzie mogą w każdym momencie stworzyć obiekt sakralny, przeraża. Ten zabieg został dopełniony nieprzyjemnym uczuciem wywołanym elektronicznym popisem Dominika Gawrońskiego. ,,Chodź, idziemy do piachu” – takim oto nawołaniem kończy się album Nunatak. Efekt tego zdania dopełnia kobiecy głos, który zdaje się lubieżny, jakby wypowiadany przez kostuchę.

Album ,,Nunatak” prezentuje się na dosyć przyzwoitym poziomie. Nie jest to kolos muzyczny i poetycki, bo monumenty są i będą niezmienne. Mickiewicza jako wieszcza nie zdetronizuje się, a z Tuwimem nie ma sensu walczyć o miejsce w czołówce. Określiłabym ten album jako powiew świeżości, bo poezja została zmieszana z elekroniką i to w dobrym stylu. Muzyka nie jest nachalna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s